Kochani!!!
Chwile nas nie było. A dokładnie 2 miesiące. Straszne zaniedbanie, ale tym razem, niespodziewanie, czy jak zwykle mamy usprawiedliwienie : )
Mianowicie spędziliśmy przeurocze 2 miesiące w najukochańszej ojczyźnie. Przecież każdy z Was wie, ze wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu.
Zanim opowiemy Wam, co nowego w Libanie, wszystkim tym, którzy nie wiedzą dlaczego nas nie było widać na blogu, przedstawimy, jak wyglądał nasz urlop w Polsce.
Zaczęło się bardzo spokojnie. Przylecieliśmy z Bejrutu lekko opóźnionym samolotem do Warszawy i się okazało, że zakupione przez nas butelki araku (libańskiego przysmaku procentowego o smaku anyżku) i wina (polecam Ksara – Réserve du Couvent) nie mogą z nami przesiąść się do kolejnego samolotu z Warszawy do Krakowa, ponieważ ich zawartości to zdecydowanie więcej niż obowiązujące 100ml.
Za sprawą prze-uprzejmej Pani pracującej dla Polskich Linii Lotniczych LOT odprawiliśmy się jeszcze raz i plecak stanowiący bagaż podręczny poleciał z nami pod pokładem. Ucieszeni bardzo wylądowaliśmy w Krakowie, gdzie z lotniska odebrał na wuj zwany Marianem, którego (korzystając z okazji) pozdrawiamy bardzo serdecznie.
I tak się zaczęło….
Kilka dni w Krakowie, spotkania ze znajomymi, dużo polskiego piwa i wódki, mało spania i ciągle coś do załatwienia ( a to w banku, a to na uczelni, itd.).
 |
| *Of course we recommend :) Cat.e: Tyskie, Endru: Lech |
Potem się na chwilę rozjechaliśmy do rodzinek. Każde z nas spędziło czas z najbliższymi.
Jak było zobaczcie sami :)
 |
| Cat.e: góry moje góry :) |
|
|
Były wycieczki z dzieciakami (Małą Kasią i Szymkiem zwanym również Szymonkiem) :)
Były piękne widoki......
A także odwiedziny przyjaciół.....
(troje z nich już znacie z tego bloga (a jeśli nie to polecam "Ana men Lebnen"))
 |
| Renia tym razem w wydaniu sportowym |
 |
| "Człowiek z liściem na głowie" - znany też jako Koziołek, bądź w szerszych kręgach, jako Mateusz K. |
 |
| Anna i Rafał, których przedstawiać nie trzeba, ponieważ to zdjęcie wyraża na prawdę tyle ile trzeba :P |
Jednym słowem było super :)
Potem pojechałam z dziećmi do Krakowa, bo się za Libańczykami stęskniłam :) Spotkaliśmy się z Joe, który przyjechał dzięki naszemu wsparciu na praktyki studenckie do Warszawy (student z uniwersytetu, na którym pracujemy).
 |
| Cat.e with Joe S. |
Pokazaliśmy Joe'mu Wawel, Smoka Wawelskiego, i jego Smoczą Jamę, Rynek Krakowski, Wieliczkę, a także (za sprawą bardzo uczynnej grupy przyjaciół) również "Kraków by Night" (*dzieci nie było z nami, na szczęście w tym czasie grzecznie spały).
 |
| Smok Wawelski/ Dragon |
 |
| Zamek Królewski - Wawel/ Wawel King's Castel |
 |
Sukiennice na Rynku Krakowskim/ Sukiennice on Market Square in Cracow.
|
 |
| Maket Square in Cracow |
Kopalnia soli Wieliczka (można polizać słoną ścianę) /
Salt Mine in Wieliczka (one can lick salty wall)
Potem pojechaliśmy odwiedzić Andrzeja i jego rodzinkę :)
W końcu miałam moich chrześników w jednym miejscu.
 |
| Szymuś i Krzyś |
Wspólnie zwiedzaliśmy Muzeum Dobranocek w Rzeszowie
 |
| A kto tęskni za Bolkiem i Lolkiem Muzeum Dobranocek powinien odwiedzić koniecznie :) |
Była wycieczka na tor żużlowy - Pozdrawiamy żużlowców ze Stali Rzeszów :)
Wujkowie i ciocie zapewniali zajęcia dzieciakom :)
 |
| Wujek MACHA i jego "Projekt RYBA" |
|
|
|
|
|
|
|
 |
| Rybka (polsko-uraińska) wypłynęła w końcu z ogrodu na głębokie wody :P |
 |
| Wujek Przemek - nadzór powietrzny :) |
|
 |
| Ciocia Asia - odpowiedzialna za nadzór naziemny :) |
Pomoc była niezbędne, dzieciaki nie oszczędzały nas ani na chwilę :)
 |
| Park Linowy |
 |
| Park Linowy |
Okazało się, że najlepiej, czyli najbardziej wyczerpująco na dzieciaki działa zabawa z psami, które przez wakacje były naszymi nieodłącznymi towarzyszami :)
 |
| Się chłopaki zmęczyli i poszli grzecznie spać :) |
|
 |
| Niezapomniane chwile wielkiej miłości :) |
 |
| BIGOS (w oczach Szymka) - pies królewski |
 |
| ORI (w oczach Szymka) - kucyk królewski |
|
Przez długi czas naszego pobytu ciocia Ania (siostra Endru) rozpieszczała nas swoimi pysznościami. Polecamy również jej blog, gdzie znajdziecie przepisy cudów kulinarnych www.bibliasmakow.pl
BIESZCZADY - SOLINA 2011
Żeglowanie z przyjaciółmi/ Sailing with friends.
Na pożegnanie ogniskowe śpiewanie z przyjaciółmi i rodzinką też było.
Szant tyle zaśpiewaliśmy, że do dziś wszystkich gardła bolą :)
 |
| Sprawdźcie co Endru miał na nodze przez większość naszych wakacji/ Check Endru's leg :) |
|
|
Tak było i niestety się skończyło, ale nie ma co płakać już niedługo będziemy na święta :)
Dziękujemy Naszym rodzinkom (tatrzańskiej i podkarpackiej), przyjaciołom (Reni i Koziołkowi, Rafałowi, Olkowi, Karolowi vel. Kaka, Ani i Matt'owi, Asi i Maćkowi, Asi i Przemkowi, Zuzie i Maszce, Magdzie i Bizonowi, Harley'owi, Siostrom Kamie, Marcie, Kasi (i Radkowi) i wszystkim innym, którzy sprawili, że nasze wakacje były wyjątkowe :)
W następnym poście wracamy do Libanu, do krainy z tysiąca i jednej nocy :)
Pozdrawiam
Cat.e
P.S. Zdjęcia z Krakowa autorstwa Kasi Celej, zdjęcia dań Ania Martens, ostatnie zdjęcie ciocia Gusia, zdjęcie z Gubałówki Renia, pozostałe Cat.e :D
buuu. smutne to. see you soon! kaka
OdpowiedzUsuńaaa i pozdrawiam zuzlowcow ze stali rzeszow. rowniez
OdpowiedzUsuńteż Cię kochamy Kaka i żużlowców ze Stali Rzeszów też :P
OdpowiedzUsuńNo to Robaczki, kiedy następny najazd na kuchnię?:)
OdpowiedzUsuńCzekam z utęsknieniem,
Ciocia;p
No super, tylko mieliście zadzwonić i nie zadzwoniliście...:(
OdpowiedzUsuń@ Ciocia :P w święta masz nas jak w banku :)
OdpowiedzUsuń@ Isabella - byłaś kochana na tapecie kilka razy, ale niestety plany w miarę pobytu się komplikowały. Nie mamy nic na swoją obronę, poza tym, że mamy dla Ciebie orzeszki libańskie w Rzeszowie i nie zawahamy się ich użyć w ramach przeprosin. Mam nadzieje, że w grudniu już na pewno się spotkamy :) Całujemy mocno :) Jak grudzień nie pasuje zapraszamy do nas wcześniej :D
OdpowiedzUsuńAch!ach! Dech mi zaparło! Prawie telegraficzny skrót z wakacji.
OdpowiedzUsuńOgólnie mistrzostwo świata!!!!!. Musieliście mieć kolorowy zawrót głowy po powrocie w te "ciepłe kraje".
Tylko reklamacje ( moje)!, gdzie dokumentacja rodziny zakopiańskiej????????????
"Góry, moje góry" - rozumiem!... i w miarę możliwości pozdrawiam od Was też.
Dzięki za wpis, na coś takiego czekałam!!!!!!
Ściskam mocno i trzymajcie się.
Dziękujemy :D Rodzina zakopiańska na zdjęcia się nie załapała, ale nic nie szkodzi, jak dobrze pójdzie może się na któryś turnus załapią :D Całujemy i do usłyszenia :)
OdpowiedzUsuńTurnus turnusem (oby jak najszybciej!!!), ale niedosyt pozostaje.
OdpowiedzUsuńNiemniej dzięki wielkie jeszcze raz. Jestem pod wrażeniem tego co zrobiliście przez te wakacje.
Życzę Wam takiej energii na cały rok:)
Ja tam czekam na święta, ale do tej pory mi się łezka w oku kręci jak wspominam Solinę, szkoda, że musieliśmy jechać dzień wcześniej.
OdpowiedzUsuńCzekamy na was :)
Wspomnienia z wakacji wciąż żywe ale już Was tu brakuje. Dobrze , że święta niebawem.
OdpowiedzUsuńCzekamy na Was:)
Na szczęście czas szybko mija. Całusy ślemy i do zobaczenia za mniej niż miesiąc :)
OdpowiedzUsuń