28 lutego w szpitalu w Saidzie:
Otóż Moi Drodzy, 45 minut, które spędziłam na stole operacyjnym uświadomiło mi, że bardzo mało wiem o sobie. Pomimo, że szeroko rozumiana psychologia nie jest mi obca, okazuje się, że ciągle odkrywamy nowe zakamarki mojej podświadomości.
Otóż mój mózg mnie oszukał... i to nie jeden raz podczas pobytu w Saidzie :)
Większość z Was już wie, że miałam operację. Wycięto mi sporą część łękotki, którą zepsułam sobie poniekąd sama, jednakże nie umniejszając w tym zasługi lekarzy holenderskich, jak i polskich, których diagnozy były błędne.
Podczas operacji uśpiono mnie całkowicie :) Narkoza zadziałała :) To, co mi się przyśniło, to co podsunęła mi moja podświadomość, a co przeraziło mnie to tego stopnia, że postanowiłam Wam to opowiedzieć i posłuchać, jakie Wy macie doświadczenia w tym temacie.
Wyobraźcie sobie, że pamiętam wszystko do momentu wstrzyknięcia przez anestezjologa dawki substancji, która pozbawiła mnie mojej świadomości, aż do momentu wybudzenia.
Prawdopodobnie długo po operacji, bo 2h spałam a operacja trwała ok. 45 minut przyśniło, lub wyobraziło mi się, że umieram. hmmm... było to do tego stopnia realistyczne, że ciężko było i uwierzyć po przebudzeniu, że to jedynie sen. Dlaczego? Słyszałam znajomy mi głos lekarza i pielęgniarki krzyczących po arabsku i angielsku na zmianę.... a potem twarz Endru, który został że mną, gdy wszyscy inni już zrezygnowali z prób przywrócenia mnie do życia. Uczycie zamarzania kolejnych fragmentów mojego ciała - od stóp do samego czubka głowy - nieprzyjemne, aczkolwiek na samym końcu całkiem zaskakujące, wrażenie całkowitego wyzwolenia, uczucie czystość myśli zupełnie niczym niezaprzątane. Jednym słowem całkowita przyjemność :)
Ciekawe, że w chwili, kiedy zdawało mi się wszystkie części mojego ciała zamarzają myślałam o tym, że tak wielu rzeczy nie zrobiłam, tak wielu spraw nie zamknęłam i co najważniejsze tak wielu osobom nie powiedziałam, tego co chciałabym im powiedzieć :) a jak niektórzy z Was wiedzą zwykle mam wiele do powiedzenia, jednakże zbyt mało o tym, co jest najważniejsze, o tym ile w moim życiu znaczą dla mnie najbliżsi: rodzina, przyjaciele - jak wiele im zawdzięczam i jak bardzo są dla mnie ważni.
Na koniec powiem, że najbardziej mnie zaskoczyło, że wyciętą część łękotki sprezentowano mi w pudełeczku zaraz po operacji. Dla czytelników o mocnych nerwach :) ów pakunek znajduje się na zdjęciu, który możecie zobaczyć otwierając poniższy link :)


Mocnych nerwów nie mam ale postanowiłam zaryzykować - nie otwiera się, przynajmniej u mnie!?
OdpowiedzUsuńNiezależnie od wszystkiego - życzę zdrowia i szybkiego stawania na obydwie nogi!
Dlatego właśnie nie zamieściłam zdjęcia, tylko podałam link :) Już działa, przynajmniej u mnie :)
OdpowiedzUsuńDziękuje i do zobaczenia :)
No, a rzeczywistość po wybudzeniu całkowitym jaka była?
OdpowiedzUsuńPoza tym, że boli, to fajnie jest zobaczyć słońce i poczuć że się żyje, no nie???
Noga już na chodzie czy też jeszcze "tęskni do lekarzy"?
Opis wrażeń "ponarkozowych" okropny, ciarki po plecach chodzą, mimo ciepła z grzejników. Dobrze, że masz to już za sobą!
A tak na marginesie - bez łękotki można żyć i szczęśliwym być!!!!!!!!
To jest w głowie, nie w kolanie - na szczęście. Powodzenia w "stawaniu na nogi"!
Obie!
Rzeczywistość... hmmm nie wiedziałam, czy to rzeczywistość. Myślałam, że urodziłam się na nowo, jako noworodek :)
OdpowiedzUsuńDo rzeczywistości wróciłam bardzo szybko, zaraz po wybudzeniu zapytałam po angielsku lekarza "czy może podać mi rękę", żebym mogła sprawdzić, czy na pewno wróciłam :)
Chodzenie bez kuli boli, ale nogę trenować trzeba :) tak więc trenuje :)
To prawda bez łękotki da się :) żywym przykładem jestem :)